Igraszki z energią
: środa 02 wrz 2020, 00:07
Igraszki z energią
Są takie sytuacje, gdzie coś należy naprawić bez
względu na koszty. Zdarza się, że występuje element wręcz
bezcenny, gdyż takie są już nieprodukowane. Nie może być tak,
by leśna maszyneria za naprawdę grubą kasę
stała martwa i bezproduktywna.
Przyszło mi naprawiać taki jeden moduł od leśnej maszyny. Początkowo nic nie zapowiadało niezwykłego zjawiska, więc nie robiłem żadnej dokumentacji fotograficznej. Moduł... jak moduł, nic nadzwyczajnego. Klient powiedział, że nie działa i tyle. Ten to miał zapisane w sobie, czego i gdzie potrzebuje: 24 VDC na określonych pinach (styk 17 i 18).Zanim zadałem prund, to miernikiem stwierdziłem zwarcie na zasilaniu (około 1Ω), znaczy nie wolno podłączać do prądu. Co ciekawe, miał zwarcie zasilania z linią CAN_L (styk 19, +24V i GND, chwilowo nierozróżnialne przez miernik).
Tak jakoś zacząłem od toru transmisyjnego CAN. Godziny ścigania ścieżek nic nie przyniosły. Statystycznie rzecz biorąc, jeżeli zwiera się linia transmisyjna do zasilania, to może układ interfejsu zaliczył zejście → wylutowałem PCA82C251. Jest to dosyć upierdliwe zajęcie, gdyż cała płyta jest zalana lakierem. Przez lakier nie dochodzi ciepełko, więc nie chce się po dobroci odlutować. Czasami pomaga aceton lub rozpuszczalnik ksylenowy. Tutaj nic z tych rzeczy, pozostał kozik i skrobanie.
Układ od CAN leży na stole, a zwarcie jak było, jest nadal. Znaczy nie tutaj. W torze są jeszcze dwa transile. Wylutowałem. Zwarcie jest nadal. Wylutowałem kolejne elementy, takie śmieszne bezpieczniki polimerowe. Zwarcie jest nadal.Zostało złącze i gołe ścieżki (dokładnie, to były jeszcze jakieś ceweczki w rozmiarze 0805 szeregowo o indukcyjności 8μH – tak pokazał miernik), no ale bez jaj, one nie mają styku z zasilaniem. No to zostało złącze. Jak zająłem się złączem, jego część rozpadła się w rękach (przypalony plastyk, a że było w czarnym kolorze to nie było widać). Pod złączem – armagedon.Oczyściłem z grubsza spalony laminat.Zwarcie zniknęło (na linii CAN i na zasilaniu). Doznałem olśnienia – no wszystko stało się jasne. Pojawia się pytanie: jak było. Musiałem załatwić drugi identyczny moduł, by wiedzieć jak powinno być.Jak zdobyłem właściwą wiedzę, przy braku złączek przylutowałem druty do ścieżek. W końcu jakoś trzeba zabadać czy stabilizatory produkują właściwe napięcia. Skoro upalił się laminat, to musiało przyjść jakieś przepięcie albo co innego, a to mogło mieć dalsze skutki. Odpał i … katastrofa: dymek i ogieniek, zajarało się żywym ogniem.Z grubsza oczyszczony laminat znów stał się przewodzący. Znowu wyjarał się kawał epoksydu. W ruch poszedł dremelek z wiertłem dentystycznym. Jak dentysta sadysta, wydarłem do zdrowej tkanki.No dziura jak stodoła. Do uzupełnienia ubytków został zastosowany klej dwuskładnikowy.Pin, który najbardziej ucierpiał, będzie połączony kabelkiem, obciągnięty termokurczem, by nie miał styku z laminatem. Powstał problem, ścieżka z +24V jest tylko po stronie TOP, więc kolejna dziura na przepust kabelka (na szczęście laminat jest tylko dwuwarstwowy, więc nic w środku nie popsuje).Sama złączka została wlutowana i wklejona. Właściwie, to chyba bardzie trzyma się na kleju niż na wlutowanych pinach.Nockę odstało, by glut związał. Przyłączenie +24V wymaga przełożenia kabelka na drugą stronę.To oczywiście zajęło miejsce transila na wlocie zasilania. Bidulka i tak stracił już jeden styk, więc czeka przeprowadzka w inne lokum.No wygląda to trochę kulawo, ale nie bardzo jest pole na manewry.
Zaopatrzyłem wszystko w nowe detale: transile i interfejs CAN.Układ dostał papu i jakoś nie protestował. Nic się nie dzieje.Pomiar prądu obciążenia → 50 mA, czyli pokojowo.Walczyłem do końca, choć zadanie upierdliwe. Ważny jest finał → zadziałało. Po zainstalowaniu w leśnej maszynie działa.Jedno mnie nurtuje, jak to się stało, że laminat się zajarał?
Są takie sytuacje, gdzie coś należy naprawić bez
względu na koszty. Zdarza się, że występuje element wręcz
bezcenny, gdyż takie są już nieprodukowane. Nie może być tak,
by leśna maszyneria za naprawdę grubą kasę
stała martwa i bezproduktywna.
Przyszło mi naprawiać taki jeden moduł od leśnej maszyny. Początkowo nic nie zapowiadało niezwykłego zjawiska, więc nie robiłem żadnej dokumentacji fotograficznej. Moduł... jak moduł, nic nadzwyczajnego. Klient powiedział, że nie działa i tyle. Ten to miał zapisane w sobie, czego i gdzie potrzebuje: 24 VDC na określonych pinach (styk 17 i 18).Zanim zadałem prund, to miernikiem stwierdziłem zwarcie na zasilaniu (około 1Ω), znaczy nie wolno podłączać do prądu. Co ciekawe, miał zwarcie zasilania z linią CAN_L (styk 19, +24V i GND, chwilowo nierozróżnialne przez miernik).
Tak jakoś zacząłem od toru transmisyjnego CAN. Godziny ścigania ścieżek nic nie przyniosły. Statystycznie rzecz biorąc, jeżeli zwiera się linia transmisyjna do zasilania, to może układ interfejsu zaliczył zejście → wylutowałem PCA82C251. Jest to dosyć upierdliwe zajęcie, gdyż cała płyta jest zalana lakierem. Przez lakier nie dochodzi ciepełko, więc nie chce się po dobroci odlutować. Czasami pomaga aceton lub rozpuszczalnik ksylenowy. Tutaj nic z tych rzeczy, pozostał kozik i skrobanie.
Układ od CAN leży na stole, a zwarcie jak było, jest nadal. Znaczy nie tutaj. W torze są jeszcze dwa transile. Wylutowałem. Zwarcie jest nadal. Wylutowałem kolejne elementy, takie śmieszne bezpieczniki polimerowe. Zwarcie jest nadal.Zostało złącze i gołe ścieżki (dokładnie, to były jeszcze jakieś ceweczki w rozmiarze 0805 szeregowo o indukcyjności 8μH – tak pokazał miernik), no ale bez jaj, one nie mają styku z zasilaniem. No to zostało złącze. Jak zająłem się złączem, jego część rozpadła się w rękach (przypalony plastyk, a że było w czarnym kolorze to nie było widać). Pod złączem – armagedon.Oczyściłem z grubsza spalony laminat.Zwarcie zniknęło (na linii CAN i na zasilaniu). Doznałem olśnienia – no wszystko stało się jasne. Pojawia się pytanie: jak było. Musiałem załatwić drugi identyczny moduł, by wiedzieć jak powinno być.Jak zdobyłem właściwą wiedzę, przy braku złączek przylutowałem druty do ścieżek. W końcu jakoś trzeba zabadać czy stabilizatory produkują właściwe napięcia. Skoro upalił się laminat, to musiało przyjść jakieś przepięcie albo co innego, a to mogło mieć dalsze skutki. Odpał i … katastrofa: dymek i ogieniek, zajarało się żywym ogniem.Z grubsza oczyszczony laminat znów stał się przewodzący. Znowu wyjarał się kawał epoksydu. W ruch poszedł dremelek z wiertłem dentystycznym. Jak dentysta sadysta, wydarłem do zdrowej tkanki.No dziura jak stodoła. Do uzupełnienia ubytków został zastosowany klej dwuskładnikowy.Pin, który najbardziej ucierpiał, będzie połączony kabelkiem, obciągnięty termokurczem, by nie miał styku z laminatem. Powstał problem, ścieżka z +24V jest tylko po stronie TOP, więc kolejna dziura na przepust kabelka (na szczęście laminat jest tylko dwuwarstwowy, więc nic w środku nie popsuje).Sama złączka została wlutowana i wklejona. Właściwie, to chyba bardzie trzyma się na kleju niż na wlutowanych pinach.Nockę odstało, by glut związał. Przyłączenie +24V wymaga przełożenia kabelka na drugą stronę.To oczywiście zajęło miejsce transila na wlocie zasilania. Bidulka i tak stracił już jeden styk, więc czeka przeprowadzka w inne lokum.No wygląda to trochę kulawo, ale nie bardzo jest pole na manewry.
Zaopatrzyłem wszystko w nowe detale: transile i interfejs CAN.Układ dostał papu i jakoś nie protestował. Nic się nie dzieje.Pomiar prądu obciążenia → 50 mA, czyli pokojowo.Walczyłem do końca, choć zadanie upierdliwe. Ważny jest finał → zadziałało. Po zainstalowaniu w leśnej maszynie działa.Jedno mnie nurtuje, jak to się stało, że laminat się zajarał?